Monthly Archives: Kwiecień 2012

rozmnażanie bukszpanu

Bukszpan to obok cisa, jedna z najszlachetniejszych roślin ogrodowych. Już od dawna sadzony był w ogrodach zamkowych, pałacowych i dworskich. Wyczarowywano z niego fantazyjne kształty lub proste linie. Dziś również bukszpan chętnie jest sadzony w ogrodach przydomowych i parkach miejskich.

Fantastyczne w tych roślinach jest to, że praktycznie bez obawy w każdym wieku, można je przesadzać. Ich zwarty system korzeniowy łatwo się daje wykopywać i przenosić. To na pewno ważne dla niezdecydowanych ogrodników :-)

W moim ogrodzie mam 2 bukszpanowe kule, które parę lat temu, sama ukorzeniłam. To właśnie one

mój bukszpan

mój bukszpan

Ten świeżutko przeniesiony i przycięty :-)

bukszpan

bukszpan

W związku z tym, że ostatnio zwariowałam na punkcie tych roślin, postanowiłam, że obwódka mojego najnowszego ogrodowego pomysłu, będzie właśnie zrobiona z tej rośliny. Skoro dysponuję 14 ukorzenionymi sadzonkami, a potrzebuję ok. 66. nie traciłam czasu i zrobiłam parę dni temu próbę dalszego rozmnażania. Skończyło się na 73 gałązkach :-)

Rozmnażanie bukszpanu

Kiedyś uważałam, że każdy okres czasu jest dobry do rozmnażania tej rośliny. Teraz wiem, że ryzyko niepowodzenia rośnie, gdy bukszpan ma kwiaty lub zbyt świeże przyrosty. Nie tracąc ani chwili, nacięłam około 10 cm gałązek, najlepiej rozkrzewionych i koniecznie niezdrewniałych. Oberwałam z dołu liście i po zanurzeniu w ukorzeniaczu, sadziłam do kuwety, napełnionej zmieszanym torfem z piaskiem. Oczywiście na koniec podlałam i przycięłam czubki gałązek , żeby się ładnie zagęściły. Wyglądają tak:

Myślę, że do jesieni się ukorzenią i wtedy będę mogła z nich zrobić niski żywopłocik. Będę je sadzić co 10 lub 15 cm. Nie chcę szerokiego żywopłotu, więc posadzę je w 1 rzędzie, ale dla tych, którzy chcą uzyskać klasyczny żywopłot, proponuję zrobić to w 2 rzędach, na mijanego, czyli tak:

♦               ♦                ♦                ♦                 ♦               ♦                 ♦                  ♦                 ♦                  ♦               ♦                  ♦                ♦                ♦                 ♦                 ♦                  ♦

Żeby żywopłot, czy też jakaś roślina formowana z bukszpanu była gęsta i dobrze się prezentowała, trzeba go często ciąć. Mam na myśli 2 lub 3 razy do roku. To bardzo ważne, bo później bukszpan nie będzie tak zwarty jak byśmy tego chcieli.

Zalety bukszpanu:

Bukszpan to roślina zimozielona, łatwo się ukorzenia, można z niej uformować wszystkie kształty, zawsze dobrze wygląda i jest niewymagająca, nadaje się do sadzenia w donicach i innych pojemnikach, łatwo się ją przesadza.

Wady bukszpanu:

lubi podmarznąć, czasem go może zaatakować jakiś szkodnik, mimo, że można go sadzić w pojemnikach, to trzeba na zimę go okryć lub zabrać donice do chłodnego i jasnego pomieszczenia, trzeba go ciąć.

Myślę, że zalet jest więcej :-) Każdy kto chce mieć elegancki, zawsze dobrze wyglądający ogród, powinien się pokusić o bukszpany. Dorosłe, formowane rośliny są drogie, ale z czasem samemu można dojść do zadowalających efektów. Ja już nie mogę się doczekać jesieni i nasadzeń z tej rośliny. A do tego czasu będę doglądała mój „żłobek bukszpanowy” i w razie potrzeby przycinała i podlewała, bo te rośliny lubią wilgoć :-) Dobry efekt przynosi podlewanie bukszpanów, raz na 2 tygodnie, florovitem w płynie, rozpuszczonym w wodzie. Można to robić zarówno podlewając ziemię, jak i dolistnie. Taki zabieg doskonale wpływa na rozwój rośliny.

lilie

Zawsze bardziej interesowały mnie drzewa i krzewy niż kwiaty. Wydawało mi się, że kwiatki są dla jakichś (za przeproszeniem) starych bab lub romantycznych panienek. Nie jestem ani w jednej grupie, ani w drugiej, a powoli przekonuję się do kwiatów. Oczywiście w większości nie do jednorocznych, ale do tych wieloletnich. Dałam się przekonać do lilii, ku uciesze mojej mamy. Dzięki niej mamy kilka nowych sztuk :-)

W tamtym roku jedna lilia padła ofiarą wygłodniałego ślimaka, a druga dokładnie dobę po zakwitnięciu, została obtargana z płatków przez ptaki lub naszą suczkę. Dziś wiadomo już, że to nasza ogrodniczka-szkodniczka :-( Niedobre psisko.

Tak czy siak, mama nakręciła się na lilie i zaczęła kupować.

Jako pierwsze pojawiły się tej wiosny lilie azjatyckie, oczywiście czysto białe :-)

Jako drugie, ustrzelone zostały 2 sztuki lilii św. Antoniego, Jana czy też Józefa. Nie wiem dlaczego, ale różnie są nazywane. Cena pozytywnie mnie zaskoczyła – 3 zł/szt. :-) Podczas gdy na allegro za 1 szt. chcą nawet 19 zł!!!!!!

To właśnie te lilie :-)

Teraz wyglądają tak :

W tym roku postanowiłam nie dać szansy ani ślimakom, które wręcz uwielbiają lilie, ani nornicom. Postawiłam na doniczki. Słyszałam, że rośliny w doniczkach mogą nie kwitnąć tak okazale, jak w gruncie, ale jakoś mnie to nie przekonuje. Zobaczymy jak będzie :-) W każdym razie lilie w doniczkach hartują się dopiero pierwszą dobę. Jak będą zagrożone przymrozkiem, zabiorę je jeszcze do środka. Mam nadzieję doczekać się w tym roku wspaniałości :-) Zwłaszcza, że kupione parę lat temu , chyba się rozmnożyły, bo z ziemi wychodzą jakieś nieśmiałe, małe kiełki. Nawet jeżeli nie zakwitną w tym sezonie to w następnym na pewno :-)

Tak wyglądały w tamtym roku, po przekwitnieniu

A to najnowsze nabytki: 2 lilie Canova i 1 Muscadet :-) Wielkość cebul jak dla mnie powalająca :-)

przyszła prawdziwa wiosna

Dziś, w dzień deszczowy i zimny, udało mi się poczuć prawdziwą przyjemność w czasie obchodu po ogrodzie :-) W totalnej ciszy (ludzie jakby się rozpłynęli, nawet psy sąsiadów były niewidoczne i ciche jak myszki :-) )obejrzałam każdą roślinkę, posłuchałam ptaków i zrobiłam wiosenne zdjęcia.

Było cudnie :-)

Spóźniony hiacynt nieśmiało się wychyla obok tulipanów:-)

Mimo zimnej nocy, widzę postęp w rozwoju roślin i nawet niedobra 4-nożna szkodniczka, która  rozkopała całą, nową rabatę, nie popsuła mi na długo humoru. Co nie oznacza, że nie dostała aresztu ;-)

ratowanie magnolii

Myślę sobie, że wśród ludzi kochających rośliny i posiadających ogrody, ogródki są ci, którzy zaliczyli magnoliowe wpadki. Wstyd się przyznać, ale ja też. Dlatego postanowiłam pozbierać wszystkie wiadomości dotyczące błędów w uprawie tych roślin, żeby choć jedną osobę uratować przed rozczarowaniem i choć jedną roślinę przed śmiercią. Poniżej przedstawiam więc ……..

14 grzechów głównych

- sadzenie w trawniku ze względu na zasolenie, którego magnolia bardzo nie lubi

- sadzenie do innego podłoża niż lekko kwaśne. Ważna jest zawartość substancji organicznej w podłożu. Posadzenie rośliny w tylko i wyłącznie torf kwaśny, nie wystarczy, trzeba go pomieszać z ziemią przekompostowaną i igliwiem

- zbyt głębokie posadzenie, spowoduje zamieranie rośliny

- sadzenie magnolii w miejscu zacienionym, nie ma szans, by w takim zakwitła

- przycinanie jej pędów  nie uszczęśliwi rośliny, chyba, że są suche

- kopanie przy jej korzeniach, również nie przyniesie pozytywnego efektu

- miejsce pod rośliną najlepiej wyściółkować nieprzekompostowaną korą z drzew iglastych, to pomoże utrzymać wilgoć w podłożu

- magnolii nie wolno przesuszyć, trzeba stale dbać o wilgoć w ziemi

- nie wolno podlewać roślin wodą z kranu, która powoduje chlorozę

- nie wolno lać wody po liściach- to powoduje jaśniejsze plamy na nich

- nie wolno ignorować zmian na liściach czy pędach

  • gdy na liściach rośliny zobaczymy drobne czarne plamy, a w konsekwencji dziury w liściach i ich opadanie, szybko trzeba zastosować oprysk na bakterie Pseudomonas syringae, preparatem Miedzian 50 WP (0,3%) kilkakrotnie co tydzień
  •  podobne objawy są w przypadku przędziorka- na przełomie maja i czerwca trzeba roślinę spryskać preparatem Nissorun 050 EC (0,06%) lub Talstar 100 EC – 0,05%.
  • pozostawienie opadłych i chorych liści nie jest wskazane, bo dzięki temu bakteria lub szkodnik będzie się rozprzestrzeniał. Trzeba je palić
  • jeśli na liściach naszej magnolii odkryjemy klejące skupiska zielonych robaczków- mamy do czynienia z mszycą. Żeby nie miała szans dalszego żerowania, trzeba zastosować oprysk z Mospilanu 20 SP (0,02%), Confidoru 200 SL (0,04%), u ABC na mszyce AL lub Aphisolu Bio AL, Pirimixu AE, Pirifloru 01 AE, Pirimoru 01 AE, Provado Plus AE lub Savonilu Super AL
  • liście magnolii mogą być też atakowane przez  grzyb E. magnoliae. Objawem jest deformacja liści i czerwonobrązowe plamy na nich. Najważniejsze jest palenie zarażonych liści i pryskanie- dwukrotne co 2 tygodnie, Baymatem AE , Benazolem 50 WP (0,2%), preparatem Bravo 500 SC (0,2%), Sarfunem 500 SC (0,1%), Sarbrawitem 530 SC (0,25%), Topsinem M 500 SC (0,1%)

- jeżeli na płatach kwiatów lub całych kwiatach i pąkach robią się ciemne plamy, to znaczy, że rozpanoszył się grzyb Botrytis cinerea. Sprzyja temu padanie deszczu. Zainfekowane części trzeba usuwać z rośliny, a ją samą opryskać Rovralem Flo 255 SC (0,2%), Sumilexem 500 SC (0,1%), Teldorem 500 SC (0,1%) czy Kaptanem 50 WP (0,2%)

- brak zabezpieczenia rośliny na zimę, zwłaszcza w pierwszych latach po posadzeniu, spowoduje jej przemarzniecie

- podobny skutek odniesie posadzenie jej w miejscu wietrznym

PS. nie trzeba się zrażać gdy długo nie kwitnie, jeśli tylko dobrze wygląda, trzeba tylko czekać. Jeżeli roślina pochodzi z nasionka, a nie z sadzonkowania może to trwać bardzo długo. Na pewno, jednak warto na to czekać :-)

tragiczne magnolie :-(

Od paru lat ponoszę sromotną klęskę próbując uprawiać magnolie. Parę lat temu do ogrodu zawitała pierwsza- Susan. Miała ok. 60 cm wysokości. Po pewnym czasie okazało się, że coś jej jest. Liście zaczęły jaśnieć, odbarwiać się, ich brzegi brązowieć i zasychać. To samo działo się ze stożkami wzrostu :-( Ewidentnie nie działo się dobrze. Później wpadłam na to, że zwykła ziemia ogrodowa nie jest dla niej dobra. Posadzona została w próchnicę. Krzew był coraz mniejszy. Była, więc mocniej podlewana, opryskiwana wszystkim, co tylko było do zwalczania jakichkolwiek szkodników. Im bardziej o nią dbałam, tym bardziej coś się z nią działo niedobrego. W kolejnym roku namiastka magnolii została przesadzona do dużej donicy, bo „może się zbierze”. No więc, nie zebrała się :-( Jesienią mocno się już zdenerwowałam. Wykopałam dół w trawniku, w miejscu słonecznym i wsypałam do niego cały worek torfu kwaśnego. Wymieszałam go z dobrą przekompostowaną ziemią. Roślinę okryłam na wierzchu korą. Na zimę została bardzo solidnie okryta białą włókniną i u podstawy- liśćmi. Byłam przekonana, że  wiosną zobaczę wreszcie zdrowe, zielone liście. Niecierpliwiłam się i podglądałam ją już od marca. Ciągle słysząc, żebym dała jej spokój, bo jeszcze za wcześnie. Tak było „za wcześnie”, że u wszystkich ludzi w ogrodach, zaczęłam widywać pąki!!!! Wszędzie były magnolie, w realu, na forach internetowych, tylko nie u mnie!! Ja miałam badyla, wyglądającego na martwego. Po prostu obraz nędzy i rozpaczy:-(

Na otarcie łez, do ogrodu przywędrowała, w formie prezentu, druga :-) Wyglądała tak jak powinna. Po tygodniu stania w doniczce została posadzona, bo zaczęła wypuszczać coraz mniejsze i jaśniejsze liście. Obchodziłam się z nią jak z jajkiem. W przypadku tej magnolii wszystko było już robione od początku tak jak trzeba. Duży dół z torfem, odpowiednie stanowisko, porządne utrzymywanie wilgoci i osłanianie na zimę. Parę dni temu powiedziałam sobie dość tego. Wóz, albo przewóz. Wykopałam ją, obejrzałam korzenie, niby nie najgorsze, trochę końcówki niektórych tak jakby nadgnite. Może przesadziłam z podlewaniem? Czarne końcówki usunęłam i posadziłam ją nieco wyżej. Zdziwiło mnie, że od lata nie chwyciła się korzeniami ziemi. Gałązki przy końcach były martwe, więc je przycinałam delikatnie coraz niżej. Były jakieś takie ciemne i mokre w środku. Na co ja chciałam czekać, przecież to druga porażka ogrodnicza. Zaczęłam się zastanawiać co jest grane. Po tym podciągnięciu jej do góry i sprawdzeniu korzeni, popryskałam ją miedzianem i podsypałam Bioponem do magnolii. I znów trzeba czekać. Czy ja dożyję czasu, aż którakolwiek z nich zaszczyci mnie choć 1 kwiatkiem? Moja frustracja ogrodnicza sięgnęła zenitu. Miałam ochotę chwycić je obie i wywalić daleko poza ogrodzenie, tak żebym ich już nie musiała oglądać. Całą noc przeglądałam zdjęcia magnolii i czytałam o nich artykuły. Efekt był taki, że do rana śniły mi się ich piękne kwiaty i różne ich nazwy. Może jestem świrem, ale rano w głowie wirowało mi tylko jedno słowo – Lennei :-) Teraz mogłabym napisać o tych roślinach magisterkę. Ale o tym już w następnym wpisie :-)

A to zdjęcia tych dwóch niewdzięcznic:

rok temu

i teraz

a tutaj ta druga